

How is it that we-the people, are sometimes so unwise? Why, when something is so good, it very quickly becomes so bad, we feel well and then unwell.. I have come to this deep thought just after the over-consumption. I ate two huge chocolates, just because I don’t want them to tempt me any more. They were soo good, but only at the beginning. Then I felt like I had a stone in the stomach. And I was the same lively. As the stone. And that’s when I felt, that too much pleasure is harmful, even deadly (put yourself in my position, swallow a stone, what do you feel?).
But look. Not only food. A similar situation occurs at parties. How many times did you know that this another beer is a nail to the coffin of your morning, particularly if you mixed it before with another type of alcohol. But you can’t refuse yourself. It’s easier to tell someone “no” than to cancel your own unsatisfied lust. We do know very well what we do and how we will suffer for it. But we do it. No lesson.
How do I get know moderation? I have to be Mormon? Buddhist? I can not even go to sleep earlier, I’m sitting at nights, because I like it. And of course I need to be awake early, so, you guessed it, most of the week I’m working in a zombie mode, with short bursts of coffee. Where is the mechanism in our brains, which displaces common sense??
Mine is very well developed. Bastard.
Jak to jest, że my- ludzie (we- the people.) jesteśmy czasem tacy nierozmyślni? Czemu jak coś jest dobre, to bardzo szybko staje się niedobre, dobrze nam, zaraz niedobrze, oj bardzo niedobrze. Doszłam do tej głębokiej myśli, właśnie podczas nadmiernej konsumpcji. Pierwsze kawałki są cudowne, kolejne jeszcze cudowniejsze, a potem dzieje się coś dziwnego, już nie mogę, więc coś mi każe wyjeść wszystkie czekoladowe zapasy (tej studentskiej miałam dwie tabliczki po 200g) żeby mnie więcej nie kusiło. Znika i nie ma, pyk. A ja się czuję, jakbym miała kamień w żołądku. I jestem podobnie żywotna. Jak ten kamień. I wtedy właśnie poczułam, że nadmiar przyjemności jest szkodliwy, zabójczy wręcz (postawcie się w moim położeniu- połykacie kamień, co czujecie?).
Żeby nie było monotematycznie. Analogiczna sytuacja następuje na imprezach. Ile razy wiedzieliście, że to kolejne piwo, to gwóźdź do waszej porannej trumny, szczególnie jeśli doprawione wcześniej innym rodzajem alkoholu, ale sobie człowiek nie odmawia, już łatwiej komuś powiedzieć ,,nie” niż swojej niezaspokojonej chuci. I bardzo dobrze wiemy co robimy i jak będziemy za to cierpieć. Nic nauczki.
Jak poznać umiar? Zostać Mormonem? Buddystką? Ja nie potrafię nawet pójść wcześniej spać, zarywam nocki, bo lubię. A rano wstaję, nie ma już tak dobrze, że można odespać. Więc, jak się domyślacie, większość tygodnia funkcjonuję w trybie zombie, z krótkimi zrywami po kawie. Gdzie się znajduje u ludzi ten mechanizm wyparcia?
Mój się rozwinął zaskakująco dobrze i zbałamucił zdrowy rozsądek.
A podobno jestem dwupółkulowa… – choć nie wiem czy mnie to przypadkiem nie obraża.